Zwycięstwo w Zagrzebiu jubileuszem Bayernu Monachium i Roberta Lewandowskiego

Na zakończenie fazy grupowej Ligi Mistrzów Bayern Monachium pokonał w Zagrzebiu tamtejsze Dinamo 2:0 (0:0). Obie bramki dla bawarskiego klubu, w odstępie zaledwie trzech minut, strzelił Robert Lewandowski, dla którego były to trafienia numer 21 i 22 w obecnym sezonie.

Polak do siatki trafiał w 61. i 64. minucie starcia, w zaledwie trzy minuty lecząc chorwacką ekipę z marzeń o udanym pożegnaniu z Ligą Mistrzów. – To nie był dla nas łatwy mecz. Najważniejsze, że udało się wygrać – mówił po meczu kapitan reprezentacji Polski, który łącznie w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych świata ma już łącznie na koncie 30 goli.

– Byliśmy cierpliwi i osiągnęliśmy swój cel – dodawał Lewandowski, który awansował na 21. miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców rozgrywek. Dzięki jego trafieniom Bayern mógł cieszyć się nie tylko z kolejnego zwycięstwa, pieczętującego pierwsze miejsce w grupie, ale i szeregu jubileuszy. Był to bowiem setny triumf Josepa Guardioli w roli trenera niemieckiego zespołu i jednocześnie jego pięćdziesiąta wygrana w Lidze Mistrzów. W ten sposób Bawarczycy uświetnili swój setny mecz wyjazdowy w tych rozgrywkach.

Dodatkowo, Bayern, kończąc fazę grupową z piętnastoma punktami na koncie i bilansem bramek +16, ustanowił nowy rekord. Jak dotąd żadna niemiecka drużyna nie przeszła fazy grupowej w tak imponującym stylu. Bawarczycy poprawili swoje osiągnięcie sprzed dwóch lat, kiedy to po jesiennych zmaganiach również zgromadzili piętnaście oczek, legitymując się jednak znacznie gorszym bilansem bramkowym (+12).

0 komentarzy

Puchar Ligi Angielskiej: Liverpool zdemolował Southampton

Aż sześć bramek w wyjazdowym meczu ćwierćfinału Pucharu Ligi Angielskiej zaaplikowali Southampton piłkarze Liverpoolu, dzięki czemu zameldowali się w półfinale. Podopieczni Juergena Kloppa wygrali 6:1, a hat-tricka zaliczył Divock Origi.

Święci rozpoczęli spotkanie w najlepszy możliwy sposób. Już w pierwszej minucie drogę do bramki Adama Bogdana znalazł Sadio Mane. Odpowiedź gości była druzgocąca. Jeszcze w pierwszej połowie trzy razy pokonali Maartena Stekelenburga, za sprawą Daniela Sturridge’a (dwa trafienia) i Origiego. Po zmianie stron ten ostatni dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, a jedną bramkę dołożył jeszcze Jordan Ibe.

Pozostałymi półfinalistami Pucharu Ligi Angielskiej są Everton, Stoke City i Manchester City.

0 komentarzy

Ekstraklasa: Lech Poznań znowu zwycięski

 

Czwarte zwycięstwo z rzędu odnieśli piłkarze Lecha Poznań. Tym razem rady rozpędzonemu Kolejorzowi nie dała rady Wisła Kraków. Zwycięstwo 2:0 mistrzom Polski zapewniły gole Dawida Kownackiego (z karnego) i Szymona Pawłowskiego.

 

 

0 komentarzy

Jastrzębski Węgiel – AZS Częstochowa

Środowego wieczoru zostanie dokończona siódma kolejka zmagań w PlusLidze. Jastrzębski Węgiel na swoim terenie podejmie AZS Częstochowę. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 20:30.

Jastrzębski Węgiel po serii tie-breaków, które rozgrywał przez pięć kolejek z rzędu, w szóstej kolejce zmagań, musiał uznać wyższość PGE Skry Bełchatów. Po bardzo dobrym początku spotkania, w wykonaniu podopiecznych Marka Lebedewa, „wyższy bieg” wrzucili bełchatowianie, triumfując 3:1. Tym samym, jastrzębianie stracili dystans do pierwszej siódemki i w tabeli, z ośmioma punktami, zajmują obecnie ósme miejsce.

Jeszcze gorzej, od początku sezonu radzi sobie częstochowski AZS. Podopieczni Michała Bąkiewicza rozczarowują na każdym kroku, nie wygrywając w lidze ani razu. Obecnie, razem zEffectorem Kielce okupują ostatnie miejsce w tabeli, z jednym „oczkiem” na koncie, po porażce 2:3 z Cuprum Lubin. Z pewnością, Akademicy z Częstochowy chcieliby się w końcu odbudować, jednakże z jastrzębianami może być to ciężkie zadanie. Wciąż zespołowi nie może pomóc atakujący Felipe Airton Bandero który, wg doniesień, ma powrócić w styczniu.

Gospodarze chcieliby tego środowego wieczoru w końcu zapisać na swoim koncie komplet oczek. Dzięki temu, czołówka nie odskoczyłaby znacząco od jastrzębian.
– Nie ma jednoznacznie wyznaczonego celu. Pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie walczyć i wygrywać z każdym. Z drużynami z Bielska, Będzina czy Olsztyna graliśmy pięć setów, choć były to teoretycznie słabsze zespoły, a my mogliśmy się pokusić o więcej. Z drugiej strony punkty wywalczone z Asseco Resovią czy Lotosem są bardzo istotne. Chcielibyśmy w końcu wygrać za trzy punkty. Liczy się nasze zaangażowanie, ale wszystko i tak weryfikuje tabela, dlatego musimy gromadzić te oczka – mówił po meczu z Bełchatowem, Jakub Popiwczak.

Obie ekipy, w pewien sposób czekają na przełamanie i zwycięstwo, ale kto ostatecznie wyjdzie z tej walki wygranym? – Jest to dla nas bardzo ważny mecz. Graliśmy w sześciu pierwszych spotkaniach, aż pięć tie-breaków. W środowym meczu, do podniesienia są niezwykle ważne trzy punkty i czuję, że możemy zagrać na tyle by je zdobyć. Oczywiście, nie możemy lekceważyć przeciwnika, nawet jeśli jest na ostatnim miejscu w tabeli. Czujemy respekt do każdego rywala, ale w środę musimy zagrać tak, by wywalczyć te trzy oczka. Nastawienie jest takie wobec każdego naszego przeciwnika – podsumowuje przed meczem, Toontje van Lankvelt, przyjmujący Jastrzębskiego Węgla.

0 komentarzy

Jastrzębski Węgiel – AZS Częstochowa: Walka o przełamanie

Środowego wieczoru zostanie dokończona siódma kolejka zmagań w PlusLidze. Jastrzębski Węgiel na swoim terenie podejmie AZS Częstochowę. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 20:30.

Jastrzębski Węgiel po serii tie-breaków, które rozgrywał przez pięć kolejek z rzędu, w szóstej kolejce zmagań, musiał uznać wyższość PGE Skry Bełchatów. Po bardzo dobrym początku spotkania, w wykonaniu podopiecznych Marka Lebedewa, „wyższy bieg” wrzucili bełchatowianie, triumfując 3:1. Tym samym, jastrzębianie stracili dystans do pierwszej siódemki i w tabeli, z ośmioma punktami, zajmują obecnie ósme miejsce.

Jeszcze gorzej, od początku sezonu radzi sobie częstochowski AZS. Podopieczni Michała Bąkiewicza rozczarowują na każdym kroku, nie wygrywając w lidze ani razu. Obecnie, razem zEffectorem Kielce okupują ostatnie miejsce w tabeli, z jednym „oczkiem” na koncie, po porażce 2:3 z Cuprum Lubin. Z pewnością, Akademicy z Częstochowy chcieliby się w końcu odbudować, jednakże z jastrzębianami może być to ciężkie zadanie. Wciąż zespołowi nie może pomóc atakujący Felipe Airton Bandero który, wg doniesień, ma powrócić w styczniu.

Gospodarze chcieliby tego środowego wieczoru w końcu zapisać na swoim koncie komplet oczek. Dzięki temu, czołówka nie odskoczyłaby znacząco od jastrzębian.
– Nie ma jednoznacznie wyznaczonego celu. Pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie walczyć i wygrywać z każdym. Z drużynami z Bielska, Będzina czy Olsztyna graliśmy pięć setów, choć były to teoretycznie słabsze zespoły, a my mogliśmy się pokusić o więcej. Z drugiej strony punkty wywalczone z Asseco Resovią czy Lotosem są bardzo istotne. Chcielibyśmy w końcu wygrać za trzy punkty. Liczy się nasze zaangażowanie, ale wszystko i tak weryfikuje tabela, dlatego musimy gromadzić te oczka – mówił po meczu z Bełchatowem, Jakub Popiwczak.

Obie ekipy, w pewien sposób czekają na przełamanie i zwycięstwo, ale kto ostatecznie wyjdzie z tej walki wygranym? – Jest to dla nas bardzo ważny mecz. Graliśmy w sześciu pierwszych spotkaniach, aż pięć tie-breaków. W środowym meczu, do podniesienia są niezwykle ważne trzy punkty i czuję, że możemy zagrać na tyle by je zdobyć. Oczywiście, nie możemy lekceważyć przeciwnika, nawet jeśli jest na ostatnim miejscu w tabeli. Czujemy respekt do każdego rywala, ale w środę musimy zagrać tak, by wywalczyć te trzy oczka. Nastawienie jest takie wobec każdego naszego przeciwnika – podsumowuje przed meczem, Toontje van Lankvelt, przyjmujący Jastrzębskiego Węgla.

 

0 komentarzy

Wygrana Biało-Czerwonych w Lipsku

Reprezentantki Polski wygrały z Niemkami 31:30 w meczu towarzyskim rozegranym w Lipsku. Trener Kim Rasmussen często rotował składem, próbując różnych ustawień zarówno w ataku, jak i w obronie. Do przerwy Polki prowadziły 17:14, ale w drugiej odsłonie popełniły zdecydowanie za dużo błędów, szczególnie w ofensywie. W sobotę Biało-Czerwone podejmą w Zielonej Górze zespół Czarnogóry, będzie to ostatni oficjalny sprawdzian naszej drużyny przed MŚ w Danii.

Z dziewiętnastu zawodniczek, które stawiły się na zgrupowaniu w Zielonej Górze do Lipska nie pojechały uskarżające się na drobne problemy zdrowotne Anna Wysokińska, Agnieszka Jochymek i Karolina Zalewska.

Początek meczu to twarda gra w obronie po obu stronach boiska, wynik otworzyła Kim Naidzinavicius – reprezentantka gospodarzy o litewskich korzeniach. Miejscowe cieszyły się z prowadzenia tylko przez chwilę, albowiem po dziesięciu minutach to Biało-Czerwone wygrywały 5:3. Duża w tym zasługa Weroniki Gawlik, która zaprezentowała kilka udanych interwencji, w tym przy rzucie karnym. Za skuteczność pochwalić trzeba Hannę Sądej oraz Agnieszkę Kocelę, obrotowa i skrzydłowa szybko zapisały na swoim koncie po dwa trafienia.

Po kwadransie na placu gry zrobiło się nieco więcej miejsca, wynikało to z dużej liczby zmian, na które decydowali się obaj szkoleniowcy. Jeszcze przed przerwą na parkiecie zobaczyliśmy piętnaście z szesnastu zawodniczek, które miał do dyspozycji Kim Rasmussen. Rotacja lepiej wpłynęła na nasz zespół, Polki systematycznie powiększały prowadzenie, na pięć minut przed końcem pierwszej partii wygrywały już 15:10. Niestety kilka niedokładnych zagrań w ofensywie kosztowało je stratę dwóch łatwych bramek, do przerwy było 17:14 dla Polski.

Druga odsłona zaczęła się dla Biało-czerwonych fatalnie, raz po raz traciły piłkę lub trafiały w niemiecką bramkarkę, nie minęło nawet siedem minut, a rywalki odskoczyły na różnice dwóch goli – było 20:18 dla Niemiec.

Nie pomogła nawet przerwa w grze, o którą poprosił trener Rasmussen, sytuacja uspokoiła się dopiero po dziesięciu minutach, kiedy Polki doprowadziły do remisu po 20. Gospodynie odpowiedziały trzema trafieniami z rzędu, ale kolejny zryw pozwolił naszej drużynie na złapanie kontaktu (23:22) – to nie były zbyt efektowne zawody, a większość bramek padał po kontratakach.

W 53. minucie było 27:27 i wiadomo było, że o losach meczu zadecydują ostatnie akcje. Na nasze szczęście w końcówce skuteczność odzyskały Polki, przy dużym udziale Kingi Achruk i Karoliny Kudłacz-Gloc, których gole przyniosły nam zwycięstwo 31:30. Niemki miały jeszcze dwanaście sekund na doprowadzenie do remisu, ale w decydującej akcji nie trafiły w bramkę.

0 komentarzy

Czy Grzegorz Bociek dostanie powołanie do kadry?

– Mamy dobry zespół z fajną atmosferą, a do tego ciężko pracujemy i widać tego efekty. Zawodnicy na wysokim poziomie nie potrzebują zbyt wiele czasu, żeby się zgrać czy zaadoptować w nowym otoczeniu. Tak też jest z nami – zdradził „Przeglądowi Sportowemu” sekret dobrej gry Zaksy Kędzierzyn-Koźle Grzegorz Bociek.

W Rzeszowie, nie po raz pierwszy zresztą w tym sezonie, obserwował pana Stephana Antiga, który nie szczędził komplementów na temat pana gry i nic dziwnego, że znalazł się pan w kadrze.

– Tak jak mówiłem na początku sezonu trzeba się skoncentrować na grze w klubie. Jak w nim będzie fajnie szło, będą dobre wyniki to i powołania przyjdą. Dobrze się spisujemy, ale ja spokojnie podchodzę do tematu.

Zwycięska passą Zaksy trwa nadal. W efektownym stylu pokonaliście mistrzów Polski, choć to rywale lepiej rozpoczęli ten mecz.

– Jadąc do Rzeszowa wiedziałem, że na pewno będzie ciężki mecz. Liczyłem nawet, że może być pięć setów. Ciężko było choć sety cztery ale bardzo się cieszymy, że wywozimy z tak gorącego terenu komplet punktów. Rywale dobrze zagrali w tym inauguracyjnej partii w decydującym momencie, a my za dużo popełniliśmy błędów. Wyciągnęliśmy szybko wnioski i było to widać w kolejnych setach. Szliśmy punk za punk, nie dawaliśmy rywalom zbytnio odskoczyć i cieszymy się, że w końcowym rozrachunku okazaliśmy się lepsi. Oby nasza passa trwała jak najdłużej.

Wykazaliście się dużą odpornością psychiczną w końcówkach setach, gdzie rywale mieli już piłki setowe.

– Mamy mocny zespół i kto by nie poszedł na zagrywkę to jesteśmy w stanie każdy wynik wyciągnąć. Tak było w meczu w Radomiu i tek samo teraz. Nie ma dla nas straconych sytuacji i tak było w Rzeszowie.

Zaczynacie teraz serie meczów z medalistami z ubiegłego sezonu – Lotos Trefl, a potem PGE Skra. Pierwszy poważny sprawdzian z mistrzem Polski zdaliście celująco.

– Asseco Resovia ma też więcej grania, więcej podróżowania bo dochodzi im Liga Mistrzów. Mogą też być trochę więcej przemęczeni, bo tego czasu na trening nie mają zbyt wiele. Ale to już nie nasz problem nasz bardzo cieszą te trzy punkty. Ciężki przeprawy teraz przed nami ale takie zwycięstwo jak w Rzeszowie na pewno jeszcze bardziej wzmocni nasz zespół.

To że nie gracie w pucharach może być zatem waszym atutem?

– W podobnej sytuacji był w ubiegłym sezonie Gdańsk i wiem jak daleko zaszedł. Na pewno jest to na plus, ale z drugiej strony brakuje nam tego grania w europejskich pucharach ale mam nadzieje, że w przyszłym sezonie już będzie.

Macie nowy zupełnie zespół, a już d początku sezonu spisujecie się znakomicie. Jest pan tym zaskoczony?

– Mamy dobry zespół z fajną atmosferą, a do tego ciężko pracujemy i widać tego efekty. Zawodnicy na wysokim poziomie nie potrzebują zbyt wiele czasu, żeby się zgrać czy zaadoptować w nowym otoczeniu. Tak też jest z nami.

Rozmawiał: Rafał Myśliwiec

0 komentarzy

Sławomir Szmal: chcemy się zrewanżować Vardarowi

Piłkarze ręczni Vive Tauronu Kielce zmierzą się w najbliższą sobotę w rozgrywkach Ligi Mistrzów z zespołem, z którym miesiąc temu ponieśli najwyższą od lat porażkę (24:34). Według bramkarza Sławomira Szmala, zespołowi bardzo zależy na rewanżu z Vardarem Skopje.

 

– Przyjeżdża do nas drużyna, która wygrała z nami bardzo wysoko i na pewno będziemy chcieli się zrewanżować. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że będziemy walczyć o zwycięstwo – zapowiedział Szmal. Słoweński rozgrywający Uros Zorman zwrócił uwagę, że patrząc na układ tabeli, żółto-biało-niebiescy nie mogą pozwolić sobie na stratę punktów. – To będzie kluczowe spotkanie, jeżeli chcemy być po fazie grupowej na pierwszym lub drugim miejscu w tabeli. W ten weekend po prostu musimy wygrać – zaznaczył.

Szczególny mecz czeka trenera Vive Tałanta Dujszebajewa. W zespole w Skopje gra jego syn Alex. Sam szkoleniowiec wielokrotnie komplementował drużynę ze stolicy Macedonii. Podczas czwartkowej rozmowy z dziennikarzami przyznał, że obecnie koncentruje się na przygotowaniach do sobotniego pojedynku, a najważniejsze będą treningi zaplanowane na czwartkowy wieczór oraz piątek.

Zdaniem Dujszebajewa, dodatkowym i nieocenionym wsparciem dla jego podopiecznych są kibice, którzy według niego „są najlepszymi na świecie”. – Bardzo ważna jest dla nas atmosfera jaką potrafią stworzyć w czasie meczów w Hali Legionów – zaznaczył. Z kolei Zorman dodał, że jest przekonany, że w sobotę nie pozostanie ani jedno wolne miejsce na trybunach.

Sobotni rywal Vive po dwóch meczach z rzędu z FC Barceloną utracił mocną pozycję w grupie B LM. Obecnie zajmuje trzecie miejsce z 10 punktami na koncie. Taki sam dorobek mają kielczanie utrzymujący się na czwartej pozycji. Tyle samo punktów ma także piąty Pick Szeged z Węgier.

Najlepszym zespołem tej grupy jest obecnie Barcelona, która w ośmiu dotychczasowych kolejkach uzbierała 13 punktów. Dwa punkty mniej ma wicelider, niemiecki Rhein-Neckar Loewen.

0 komentarzy

„Manchester United jest sztywny i brakuje mu wolności”

Obecna drużyna Manchesteru United prowadzona przez Louisa van Gaala gra zbyt sztywno, a piłkarze potrzebują na murawie więcej wolności – uważa Rene Meulensteen, asystent byłego szkoleniowca Czerwonych Diabłów Sir Aleksa Fergusona.

 

Tym razem holenderski asystent, szukając odpowiednich słów na opisanie występów swojej byłej drużyny, stwierdził, że piłkarze grają niekiedy za „sztywno”.

– Widzi się piłkarzy, którzy mogliby zagrać bardziej do przodu, z odrobiną ryzyka, ale zamiast tego wybierają grę w poprzek albo do tyłu. Tego w tym momencie fani nie lubią – BBC cytuje Meulensteena.

– Kiedy Sir Alex Ferguson rządził, styl był wyraźny i tożsamość była jasna, ale my dawaliśmy im także wolność w wybieraniu ich własnych rozwiązań. Teraz brakuje wolności – dodał.

Manchester United jest co prawda na drugim miejscu w tabeli Premier League, punkt za liderem z Leicesterem City, z którym zmierzy się w najbliższą sobotę, ale ta forma jak na razie nie przekonuje w perspektywie całego sezonu.

Piłkarzom dostało się sporo po zremisowanym meczu z PSV Eindhoven w Lidze Mistrzów, co sprawiło, że Czerwone Diabły muszą wygrać w wyjeździe z Wolfsburgiem, jeśli myślą o wyjściu z grupy.

W ostatnich ośmiu meczach United zdobyło tylko sześć bramek we wszystkich rozgrywkach. Van Gaal jest jednak twardym człowiekiem i słowa krytyki w ogóle go nie ruszają.

– Van Gaal słucha tego przekazu już od dłuższego czasu. On powie: „Jesteśmy na drugim miejscu w tabeli, a jeśli pokonamy Wolfsburg będziemy w drugiej rundzie Champions League, więc cały czas robimy postępy” – podsumował Meulensteen.

0 komentarzy

Najlepsi strzelcy 2015

Robert Lewandowski ma sporą szansę, by zostać najlepszym strzelcem dobiegającego końca roku. Polak dla Bayernu Monachium i reprezentacji Polski strzelił już łącznie 46 goli.

Robert Lewandowski dwukrotnie pokonał bramkarza Islandii w towarzyskim spotkaniu Biało-Czerwonych, a ostatnio po jego strzale skapitulował golkiper Olympiakosu Pireus. Dzięki temu Polak zbliżył się na dystans jednego gola do Cristiano Ronaldo oraz Lionela Messiego, którzy w tym okresie zdobyli po dwie bramki.

Portugalczyk w środę popisał się dubletem przeciwko Szachtarowi Donieck, a Argentyńczyk dzień wcześniej dwa razy zaskoczył Wojciecha Szczęsnego w pojedynku z AS Roma. Ich dorobek to obecnie po 47 bramek. Do walki o miano najlepszego strzelca roku mogą włączyć się jeszcze Neymar i Pierre-Emerick Aubameyang, którzy w ostatnim czasie powiększyli swoje konta o jedno trafienie.

 

Lewandowski i Aubameyang w tym roku wezmą udział jeszcze w maksymalnie 6 pojedynkach Bayernu, w tym 4 w Bundeslidze. Ronaldo czeka 7 występów, a Messiego i Neymara aż 8, ponieważ w grudniu FC Barcelona będzie rywalizować w Klubowych Mistrzostwach Świata.

Przypomnijmy, że najlepszym strzelcem 2014 roku został Messi z 61 trafieniami w 60 występach. Ronaldo był drugi – 58 goli w 65 spotkaniach. Lewandowski wcześniej najlepiej pod względem strzeleckim wypadł w 2013 roku, kiedy zdobył 39 bramek. Ubiegły rok zakończył z 27 golami.

 

Najlepsi strzelcy 2015:

Piłkarz Mecze w klubie Gole w klubie Mecze w kadrze Gole w kadrze Mecze łącznie Gole łącznie
Cristiano Ronaldo 46 44 5 3 51 47
Lionel Messi 47 43 8 4 55 47
Robert Lewandowski 45 35 7 11 52 46
Neymar 49 39 9 4 58 43
Pierre-Emerick Aubameyang 42 37 10 5 52 42
0 komentarzy